• Wpisów:2
  • Średnio co: 70 dni
  • Ostatni wpis:211 dni temu
  • Licznik odwiedzin:178 / 211 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Ciepła, letnia noc. Jestem w środku lasu, który wygląda przerażająco. Duże wysokie drzewa prawie w całości blokują światło księżyca w pełni, przez co jest tak ciemno, że nie widać nawet ścieżki. Nie wiem co tu robię ani w jakim celu tu w ogóle przyszłam. Stoję i czekam sama nie wiedząc na co.
Poskoczyłam z przerażenia na dźwięk łamiących się patyków miedzy drzewami. Ktoś tu idzie, mam cichą nadzieję, że to jakieś zwierze roślinożerne przechadza się w poszukiwaniu pożywienia.
-Sylwia....- usłyszałam swoje imię w ciemności i pomimo, że przechodziły mnie ciarki postanowiłam się odwrócić, żeby zobaczyć kto do mnie mówi.
-Sylwia...
Serce podeszło mi do gardła było tak ciemno, że nic nie byłam w stanie zobaczyć. To był głos jakieś kobiety przepełniony bólem i brzmiał dziwnie znajomo. Przez chwile pomyślałam, że to Tiana ale to niemożliwe. Ona nie żyje.
-Kto tam!- krzyknęłam i kręciłam się w miejscu w poszukiwaniu osoby, która zna moje imię.
Zza drzew wyłoniła się kobieta w białej sukni poplamionej krwią. Podbiegłam do niej, żeby jej pomóc i to co zobaczyłam przyglądając jej się z bliska spowodowało, że aż uklękłam. To była Tiana! Jej brązowe włosy były zmierzwione jej twarz jak zawsze była różowa teraz była blada a usta sine. W pierwszym odruchu chwyciłam się za twarz. Nie wiedziałam co powiedzieć.
-Tia...- jęknęłam- Tiana...?
Spojrzała na mnie nieobecnym wzrokiem i wyciągnęła ręce, żeby pomóc mi wstać. Złapałam ją, podniosłam się i od razu ją przytuliłam. Poczułam jak łzy spływają mi po policzku. Byłam jednocześnie szczęśliwa widząc ją i przerażona, bo dziś przecież znaleziono jej ciało więc niedowierzałam, że ona żyje.
- Chodź do mnie- szepnęła a ja poczułam dziwne uczucie dezorientacji.
-Co?- zapytałam, żeby mi to wyjaśniła. Co ma na myśli? Przecież tu jestem i jej pomogę. Odsunęłam się od niej i zrobiłam krok w tył, żeby się jej przyjrzeć.
Patrzyła mi prosto w oczy swoim nieobecnym ale jednocześnie przerażająco przeszywającym spojrzeniem. Poczułam jak przechodzą mnie ciarki po raz kolejny. Nie z zimna bo było mi gorąco ale z przerażenia.
-Sylwia... Chodź do mnie. - powtórzyła
-Przecież tu jestem!- jestem całkowicie zdezorientowana i jednocześnie zła, bo nie wiem o co jej chodzi.
- Po prostu do mnie przyjdź.- odwróciła się i znikła miedzy drzewami. Pobiegłam za nią ale już nigdzie jej nie było. Mam do niej przyjść a sama gdzieś ucieka? O co chodzi?
- Tiana! - krzyknęłam z nadzieją, że podejdzie jeszcze do mnie, wyjaśni mi o co chodzi ale niestety, nic z tego.
Ze złości kopłam w jakiś patyk i uklękłam. Jestem taka zagubiona, kompletnie nie wiem jak sobie wytłumaczyć to co się właśnie stało.
*************************
Przebudziłam się cała przepocona i z trudem złapałam oddech. "Przyjdź do mnie"... co ma na myśli? Jeszcze bym zrozumiała, gdyby już było po pogrzebie i chciałaby, żebym jej zapaliła znicza na grobie ale pogrzeb dopiero za trzy dni a jej ciało leży w kostnicy. I jeszcze w lesie? Czemu byłam w lesie? Czemu tam do mnie przyszła? Co ma na myśli? A może to dziwny sen spowodowany tym, że mocno zabolała mnie informacja o tym, że znaleziono jej ciało? Ciągle miałam nadzieję, że odnajdzie się cała i zdrowa. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że nie przyszła do mnie we śnie zaraz po śmierci tylko teraz kiedy trwają przygotowania do pogrzebu? Dziwne....
 

 
Środek burzliwej letniej nocy. Każdy mieszkaniec miasta Grindecz już dawno śpi podczas gdy panuje ogromny huragan po bardzo upalnym dniu, no prawie każdy. Jak powszechnie wiadomo wszędzie są tak zwane "nocne marki" nawet w tak koszmarna pogodę. Na obrzeżach miasta w stronę gęstego o mrocznym klimacie lasu idzie mężczyzna z dużą młodszą od siebie dziewczyną. Sprawiała wrażenie wystraszonej i zdezorientowanej.
-Mike...-powiedziała łamiącym się głosem- jestem już cała mokra nie dałeś mi się nawet zebrać żebym się przygotowała na wyjście w taką ulewę. Po co mnie ciągniesz do tego lasu?
Spojrzała na niego wzrokiem wręcz błagającym, żeby wrócić ale on ciągle patrzył się przed siebie nieprzytomnie. Na jej pytanie udał, że nie słyszy.
- Co się dzieje?- ponowiła pytanie gdy już weszli w las, lecz on zamiast odpowiedzieć chwycił ją mocno za ramię i pchnął w między drzewa.
Dziewczyna upadając ino lekko jęknęła. Była tak sparaliżowana przez strach, że nawet nie miała odwagi krzyczeć. Nie wiedziała i nie rozumiała tego co się dzieje.
On odwrócił się od niej, zrobił kilka kroków i podniósł ręce do góry. Rozbłysnął piorun tak jasno, że widać było jak z jego pleców wyrastają wielkie, czarne skrzydła. Jego ciało gwałtownie urosło rozdzierając ubranie, ale natychmiast jego skóra stała się gruba i czarna. Młoda kobieta na ten widok niewiele myśląc podniosła się i zaczęła biec ile sił.
Mężczyzna spojrzał na nią swoimi krwistoczerwonymi oczami przepełnionymi żądzą, zaczął się śmiać kpiąco i ruszył za nią w ułamku sekundy łapiąc ją.
- Myślałaś, że uciekniesz?- zapytał ironicznie i odbił sie od ziemi wzbijając się ponad wierzchołki drzew. Znów rozbłysnął piorun.
-Proszę, nie... Błagam- rzekła przerażona patrząc mu w oczy ale on ją zignorował i wbił swoje kły w jej szyję zaspokajając głód. Gdy skończył puścił wiotkie, martwe ciało w las i odleciał z nienaturalną prędkością.